Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 277 213 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


...

niedziela, 09 maja 2010 10:36
   W moim mieście jest sobie zespół grający heavy metal.
Nie z pierwszej półki kapela,ale w środowisku znana.Dorobili się płyt,a więc zaistnieli.
Nic w tym dziwnego.
Ale z tym zespołem znam się osobiście i choć zupełnie nie moja to muzyczna półka, lubię ich prywatnie.
Wczoraj w jednym z ościennych miast grali koncert.
Grali,grali,aż w pewnym momencie basista po prostu się przewrócił.
I umarł.
Zaskakujące i smutne.
Ale gdy dzisiaj nad tym myślę,to-pomijając elementarną oczywistość faktu,że szkoda sympatycznego chłopaka-w pewnym sensie mu zazdroszczę.
Bo jeśli śmierć może być w ogóle dobra,to ta taką była:
Umrzeć nagle,bez męczenia się,robiąc to,co się lubi i potrafi.
Co było pasją.
Wśród starych przyjaciół,którzy nadawali na tych samych falach i w tej ostatniej chwili byli obok,martwili się,przeżywali...
Umrzeć na scenie...
Skoro już tak być musiało,to dobrą miałeś śmierć.
Niech Ci tam gdzieś  dobrze będzie!
Bywaj Janusz...

Podziel się
oceń
0
0

Wandzia Nasza Kochana.

środa, 02 września 2009 9:09
   Dzisiejszy poranek,zakupki,powrót,śniadanko,gazetka poranna.
Standard.
Dodatek regionalny"Gazety Wyborczej"wertowanie...
O-znajome nazwisko!
"...zmarła długoletnia nauczycielka ZSE w Sosnowcu,prof.Wanda P...."
Chryste Panie-jaka tam profesor-Wandzia Nasza Kochana-moja wychowawczyni!!!
Szanowałem w swoim życiu zaledwie kilku nauczycieli,a z Technikum to tylko dwoje:Matematyka i Ją.
Ją,to się wręcz kochało,bo jak sobie przypomnę,co ta banda kretynów (czyli my) zdrowia Jej napsuła i siwych włosów przysporzyła,to ręce opadają!
A Ona,jak ta lwica broniła nas przed karzącym ramieniem Rady Pedagogicznej!
To za komuny jeszcze było,więc belfrzy jeszcze wzbudzali mores-nikt im kubłów na głowy nie zakładał i mogli narobić koło pióra,więc te boje w naszej obronie to było coś.
Już wówczas"chodzący wspak"wyrwał Jej pół roku,ale wygrała i wróciła!
Teraz wrócił on i niestety tym razem dał radę!
W piątek pojadę Ją pożegnać.
Zasłużyła sobie na to jak mało kto!!!
@)-->-->--
Podziel się
oceń
0
0

Mefi.

wtorek, 18 sierpnia 2009 16:17
   Skrót od"Mefistofeles".
Pierwszy raz zobaczyłem faceta,gdy wszedł do szatni,w której przebieraliśmy się podczas służby wojskowej.Okazało się,że to jeden z nas,a Mefim został okrzyknięty prawie natychmiast,bo nikt nie wyobrażał sobie innego przezwiska dla kolegi Jacusia.Ten skubaniec wyglądał tak,że w każdym filmie o siłach piekielnych,mógł grać główną rolę i to bez charakteryzacji! Niestety,nie mam żadnego jego zdjęcia,ale proszę uwierzyć mi na słowo-gość był w 100% dokładnie taki:
-szczupła,trójkątna twarz
-włosy samoistnie skręcone,w tzw."baranka"
-pomimo 19 lat,już miał delikatne,acz wyraźne zakola,w które wystaczyłoby dokleić różki
-wąski,szpiczasty wąsik
-generalnie chudy i nieco przygarbiony
No wypisz,wymaluj-archetypiczny diabełek z bajek i legend!!!
Przez całe dwa lata służby,męczyła go jedna rzecz:otóż gdy codziennie wchodził do szatni,wszyscy jak na komendę przerywali własne przebieranie i w milczeniu wpatrywali się w jego stopy,po czym-gdy Mefi zmienił już obuwie,wracali do przerwanych czynności jak gdyby nigdy nic.Biedak wyłaził ze skóry,żeby dowiedzieć się,co też takiego robimy i po co.Próbował z wieloma-usiłował podpoić,uprosić,bądź też zaskoczyć pytaniem zadanym znienacka.Nie udało się! Byliśmy zgraną paką jajcarzy i nikt przez ten cały czas nie pisnął ani słówka.Na pożegnaniu spróbował ostatni raz,ale pomimo totalnej,pijackiej rzezi-nikt się nie wygadał!
Do cywila poszedł w nieświadomości i nieraz,gdy zdarzyło nam się spotkać,próbował pytać mimo upływu lat.
Ostatni raz jakiś rok temu.
Zawsze konsekwentnie zasłaniałem się niepamięcią!
Już nie muszę łgać-pogrzeb we czwartek.
Jeżeli istnieją jakieś tam zaświaty i Mefi łypie stamtąd na Ziemię swoim diabolicznym okiem,to niech przeczyta i wreszcie się uspokoi.Należy Mu się to,bo jego charakter był stuprocentowym zaprzeczeniem Jego wyglądu:dobry kumpel z Niego był!
Wymyśliliśmy,że zawsze będziemy się tak patrzyć w nadziei,że któregoś dnia zapomni o maskowaniu i po zdjęciu butów ujrzymy wreszcie jego pozbawione kamuflażu kopytka! Pomyślane to było jako kilkudniówka,ale potem zmieniło się w sportowe bicie rekordu,aż wreszcie stało się tradycją i sprawą honoru:grunt,to nie wysypać się!
Głupie,ale nas to cieszyło.
Bywa.
Tak sobie wspominam...

I coś pod dzisiejszy humor:



Podziel się
oceń
0
0

Dalej o tym,skąd mi się to wzięło.

wtorek, 16 czerwca 2009 9:28
   "...Kumpel radio zniósł,usłyszałem"Blue Suede Shoes"i nie mogłem w nocy spać..."
Dobrze"Perfect"śpiewał:każdy ma,a przynajmniej powinien mieć takie swoje własne"Blue Suede Shoes"!
U mnie namieszali"Buzzcocks"-byli INNI!
Koleżanki z kończonej właśnie podstawówki durzyły się wówczas masowo w kolesiach ze"Smokie",oprócz tego w radiu różne"Boney eMy",czy inne"ABBY",a tu takie naburmuszone i niepokorne coś!
I kombinuj teraz co to jest ten jakiś"punk"!
No internetu nie odpalisz,Rodziców nie spytasz,a innych źródeł informacji jakoś...nie było!
Na szczęście wybuchła"Pierwsza Solidarność",a zaraz po tym poszedłem do technikum.
Tam byli starsi,obyci i zorientowani.
I mieli płyty!
Dużo płyt!!!
Człowiek pożyczał i się uczył.
Słuchałem wszystkiego,bo nigdy nie akceptowałem bycia ortodoksem,nie mówiąc już o tym,że aby nie lubić,to też trzeba poznać!
Nie tak,jak dzisiejsi"Polacy-Katolicy",którzy co i rusz wydzierają się pod niebiosa,że ktoś właśnie uraził ich uczucia religijne jakimś filmem,czy innym rodzajem sztuki.
W 99% nigdy tego czegoś nie widzieli i nie zobaczą,ale proboszcz im powiedział,że są urażeni,no to dalej"huzia na Józia"!
Nie wiedzą kto ich uraził,czym i kiedy,ale są i już!!!
No to ja byłem inny:słuchałem wszystkiego poza popem i co i rusz znajdowałem coś dla siebie.
Raz urzekał nastrój.
Innym razem osobowość wykonawcy.
Często tekst.
Wymowa utworu i kontekst w jakim był osadzony.
No różnie!
Ale jedno było niezmienne:
Musiało to być własne,i AUTENTYCZNE!
Żywe i energetyczne!
Nie błahe pierdu,pierdu,ale coś,co się wyczuwało:chęć powiedzenia czegoś o sobie i o tym,co jest dla wykonującego ważne.
Nie da się tego nauczyć i w niczym tu Bećce nie pomogę.W muzykę trzeba się wsłuchać i ją poczuć,a gdy to zrobimy,to w pewnym momencie człowiek po prostu wie,że z tym się utożsamia i zgadza i że właśnie O TO W TYM WSZYSTKIM CHODZI!
Pomaga w życiu,choc komplikuje relacje z poszczególnymi ludźmi,ale nikt chyba nie oczekuje,że będzie żył dobrze ze wszystkimi!
Zwłaszcza,gdy poczuje się na tyle zbuntowanym,aby utożsamić się z muzyką,która ten bunt wręcz wywrzaskuje i z pewnością nie godzi się na ustępstwa.
Tak właśnie ze mną było!
Ewentualne szczegóły"następną razą"...

   To poniżej jest z pewnością niedoskonałe,a i naiwnym dziś się może wydaje.
Ale jednocześnie,to dziś już utwór kultowy i nie ma w tym określeniu najmniejszej przesady!
Nie zrozumie tamtych czasów,festiwalu w Jarocinie i całego zjawiska młodzieżowego buntu nikt,kto nie zrozumie tego utworu.

Podziel się
oceń
0
0

No i jak ja to mam zacząć?

poniedziałek, 08 czerwca 2009 16:24
   Bo niby mam napisać o mnie i o mojej muzyce.
Ale nie da się przecież tego oderwać od życia i tzw."całokształtu zjawisk",jako że właśnie z tego to wszystko wyniknęło!
Czyli co?
Od początku?!

   Dawno,dawno temu...

STOP!!!
Przecież nie tak,do cholery!
Pamiętaj,kto jest głównym prowodyrem i adresatem tych wypocin:
Jeszcze nastolatka!!!
I co? Wyjadę z takim baśniowym wstępem,to ona całość tak właśnie odbierze,zwłaszcza,że będą się tam pojawiały elementy całkowicie dla młodych niezrozumiałe.Toż dla nich kartki na mięso,brak dostępu do świata na jedno kliknięcie,brak nie tylko zasięgu,ale w ogóle komórek i przeróżnych gadżetów,zamordyzm,dwójmyślenie i konieczność używania mózgu,to odpowiedniki Baby-Jagi,kijów-samobijów i stoliczka samonakrywającego się! Totalna abstrakcja!
Ale od początku jednak trzeba by zacząć.
A i bez małego życiorysu się nie obejdzie.
Dobra-spróbuję.
Postaram się uwypuklić jedynie najważniejsze momenty historii.
No to jeszcze raz:

   Na początku był Big-Bang.
Jakieś 15 miliardów lat temu.
Po upływie paru kolejnych,Ziemia już była uformowana.
Po nastepnych kilku-pokryła ją woda.
Po kolejnym-coś z niej w końcu wylazło.
Potem po Ziemi rozlazły się dinozaury.
Potem trafił je szlag!
A zaraz potem urodziłem się ja.
Tak to chyba wygląda z dziewiętnastoletniego punktu widzenia?!
Źle nie miałem,bo rodzina normalna.Zero patologii.
Głupi nie byłem,to i szkoła nie przeszkadzała w dzieciństwie.
Koledzy normalni.
I tak,prawie do końca podstawówki,udawało mi się być beztroskim,grzecznym dzieckiem.
Do czasu.
O świecie wiedziałem sporo,a nawet dużo,bo od 5-ej klasy miałem świadomość tego,że są"ONI"i jesteśmy"MY".Musiał mnie o tym uświadomić Tatinek,żebym w durnej nieświadomości nie wyjechał gdzie nie trzeba z gadkami o tych ciekawych rzeczach,które powiedziało niemiłosiernie charczące radio.
Czyli"Radio Wolna Europa".
I pod koniec podstawówki,coś mnie zaczęło w związku z tym światem uwierać!
Im sprawniej się myśli,tym szybciej pozbywa się złudzeń,że świat i ludzie są ok.
I jako czternastolatek byłem nakręconym i nabuzowanym kandydatem do eksplozji:
Hormony zrobiły swoje!
To,że koleżanki z klasy zaczynają się tu i ówdzie zaokrąglać w sposób niebywale ambarasujący,oczywiście zauważyłem,ale obeszło mnie to nieco mniej.Głównym powodem do niepokojów było to,że coraz bardziej drażniła mnie ta kolorowa,lukrowana fasada,za którą nie było niczego-ja muszę się gryźć w język,chociaż na usta cisną mi się setki pytań,a w telewizji i w szkole pierdoły o socjalistycznej ojczyźnie i głupawe piosneczki Boney M o niczym.Jedna wielka ściema!
Zacząłem więc szukać czegoś,co by mnie zainteresowało.
I pozwoliło uciec od codzienności.
Książki pomagały od zawsze,ale to było zbyt mało.
I zbyt...spokojnie!
Jednak miało się te -nascie lat i było zdrowym,sprawnym nastolatkiem!
I wówczas,jeszcze przed"pierwszą Solidarnością",odwiedziłem raz kolegę,którego tata właśnie wrócił TiR-em z Niemiec Zachodnich (było kiedyś coś takiego) i jak zwykle przywiózł mu coś stamtąd.
Płytę.
Jej okładka nie powiedziała nam dokładnie nic!
Jacyś"Buzzcocks",tytuł"Singles going steady".
Kumpel wrzucił ją na gramofon,uruchomił,poszła...



I potem nic już nie było takie samo!
Ale o tym,drogie dzieci,w nastepnej bajeczce.
Podziel się
oceń
0
0

Przebudzenia bywają ciekawe.

sobota, 23 maja 2009 9:15
   Ot,parę dni temu:
Otwieram oczęta-jak zwykle,toczę wokół tępawym wzrokiem-jak zwykle,zwlekam tyłek z wyrka,aby iść tam gdzie zwykle-jak zwykle...
Kurdelebele:ręka mi ścierpła! Jak czasem.
Nastawiam się na to niemiłe uczucie"puszczania ścierpnięcia"i robię swoje.Potem wracam półprzytomny do łóżeczka,kładę się,włączam radio...
Co jest,cholera?
Nie boli.
Masażyk,próba działania kończyny...
Działa! Tzn.chwyta i rusza się...
Tylko taki drobiazg:czucia ZERO!
O żesz ty w mordę!
Igła i dziab.
NIC!
Goraca woda.
DUPA!
Od łokcia w dół idealny kandydat na Mucjusza Scewolę!!!
Bez kawy gały otwieraja mi się szeroko,potem konował,znajomy rehabilitant,rezonans.
Za prawie wszystko płać,bo inaczej może za kwartał cię przyjmą.
I to wszystko po to,żeby mi powiedzieli to,co wiedziałem sam:
Kolejny narów złośliwego ścierwa,zatrudnionego u mnie na etacie kręgosłupa.
Odkryli Amerykę,tak jakbym sam tego nie wiedział,a jedyna różnica to to,że jestem lżejszy o osiem stów!
Kurwa!
I nie przepraszam za słownictwo!!!
W wyniku energicznych działań masażowo-leczniczych,moje lewe przedramię odczuwa juz sporo.Cały czas mam co prawda wrażenie,że to nie moja ręka i że wszystko mi popuchło,ale nie narzekam-ma szybko przejść.
Mam się również przyzwyczaić,bo tak będzie częściej.
Przeżyję!
Mam inne wyjście?!
Podziel się
oceń
0
0

Ja to jednak jestem stuknięty!

sobota, 09 maja 2009 6:46
   Z obolałym kręgosłupem,na prochach-i jedzie na koncert!
Ale dobrze!
Ruszam się znów jak mucha w smole,ale co tam.
Interesująco było!
Tylko czemu to piwo takie drogie?!!
A propos piwa i w ogóle alkoholu:
Jak się w młodych latach prowadziło życie towarzyskie i praktykowało różne głupoty,to wiadomo,że nie pod soczek,czy jogurcik.
Ale jak się nawet człowiek narąbał jak szpadel,to nie było tego co dziś.
Ot,wczoraj:pijana młódź czasów dzisiejszych uchlewa się na agresywnie i w powietrzu aż wibruje od złych emocji.Myśmy potrafili się przede wszystkim bawić i choć wiadomo,że gdy ktoś się o guza prosił,to raczej go znajdywał,to nie było to ani w ułamku tak konfrontacyjne jak teraz! Danie w pysk było ostatecznością!
A wczoraj żona kumpla po prostu kichnęła sobie,na co jakiś pijany studencina stojący dobre trzy metry od nas,wybełkotał"do piwa,kurwa,mi naplujesz"i SPOLICZKOWAŁ JĄ!!!
Trafił źle,bo Dana oddała i wylądował na glebie,a gdy się poderwał,to już obok stał jej mąż,czyli"Koklusz"i go znowu położył!
A cała nasza reszta musiała odstawić szklanice i doskoczyć,żeby być w gotowości"na wszelki wypadek".
Moje sie,psiakrew,wylało! Głupi gnój!!!
Ale,że było ich mniej,a i sprawa była oczywista,to tylko powstrzymaliśmy"Koklusza"przed większym uszkodzeniem szczyla.
Po czym"kolesie kolesia"poprosili,żeby im go oddać,a oni go zabiorą i przepraszają.
A nie można było od razu być grzecznym?!
Czy naprawdę trzeba zacząć od obicia komuś gęby,żeby było jak trzeba?!!

I próbka tego,co było wczoraj.
Mam wielki sentyment do tego kawałka: 


Podziel się
oceń
0
0

Dziś zapewne podpadnę za prostactwo.

piątek, 01 maja 2009 7:25
   Bo na zamówienie jednej chorej blogowiczki,opiszę mordobicie.
No a wiadomo,że jest to be,a fe i tak dalej,że świadczy o dzikich instynktach i nijak do kultury nie przystaje.
A tak!
Ale wspomnienia związane akurat z tym konkretnym,to mam niesamowite,a że owa blogowiczka raczyła była na GG wyrazić wątpliwość co do możliwości zaistnienia czegoś takiego,to opisuję rzecz z detalami.
I już się śmieję,bo mam to przed oczyma.

   Rzecz działa się ok.piętnastu lat temu,w Oświęcimiu.Tamtejsza załoga punkowa była bractwem silnym,zwartym i gotowym,a w dodatku umiała używać mózgów do sprawnej organizacji,toteż Oświęcim w latach dziewięćdziesiątych słynął z organizowanych przez nich koncertów,na które zjeżdżały z Europy i USA zespoły z czołówki gatunku.Było fajnie,a i bezpiecznie,ponieważ Oświęcimiaki miały jak najbardziej słuszną opinię megatwardzieli i była to prawda:nie wszczynali burd,ale gdy ktoś ich zaczepił,to działo się,oj działo,a i porządku pilnowali żelazną ręką! Przebywając w ich towarzystwie byłeś nietykalny i nic nie miało prawa ci się stać.Mieli też wielką zasługę w niedopuszczeniu do zalęgnięcia się w okolicy skinheadztwa,a każdy chyba pamięta,że zaraz po upadku komuny,naziolstwo przeżywało swój boom i mnożyło na potęgę.Ale nie w Oświęcimiu i okolicznych  miastach! Spróbował jeden z drugim ogolić dynię i zamówić"pięć piw"wyciągniętym ramieniem,to momentalnie odbierał lekcję historii,wyłożoną w sposób może szokujący,ale za to doskonale zrozumiały dla łysiolca,wyposażonego przez naturę w jeden zaledwie zwój mózgowy i to w dodatku gładki.Libiąż,Chełmek,Trzebinia,Chrzanów-tam skinów nie było.
Dzięki Oświęcimiakom!
   Przed jednym z koncertów,jako że jeszcze był czas,staliśmy w kilkunastu obok sporego parkingu.I trzeba trafu,że na ów parking zajechał autokar wypełniony kibicami Cracovii,którzy przyjechali na rozgrywany tego samego dnia mecz hokejowy z Unią Oświęcim.Kierowca manewrował tam przez chwilę,chcąc zaparkować,a tymczasem z wnętrza poleciały w naszą stronę bardzo wulgarne teksty,sugerujące,że krakusiki mają dokładne i niezbyt pochlebne informacje o prowadzeniu się naszych Matek.Wydawało się,że zignorujemy te bluzgi,ale nagle,ku swemu osłupieniu zauważyliśmy,że do będącego jeszcze w ruchu autokaru,wsiada dwóch oświęcimiaków-Józio i"Picek".
Widocznie bardziej kochali swoje Mamy niż nam się wydawało!
Autobus był"Autosanem"w wersji turystycznej,czyli po dwa rzędy siedzeń,z wąziutkim przejściem przez środek.Jest to istotne dla zrozumienia tego,co na naszych osłupiałych oczach odbyło się za chwilę:Chłopaki przeszli przez całe to przejście i wysiedli tyłem,a za nimi pozostało istne pobojowisko! "Picek"szedł przodem i po prostu nieustannie rozdawał klapsy na prawo i lewo,Józio idący za nim-poprawiał. Po tych kilku,którzy zdążyli wyskoczyć na środek przejścia po prostu przeszli,znokautowawszy ich uprzednio.Całość nie trwała nawet minuty,a gdy wysiadali tyłem,przy gromkiej owacji,z wnętrza autobusu nikt już nie sugerował,że nasze Mamy zarobkowały niegodnie!
Jak będę zdychał i strach przed tym co będzie się nasili,to przywołam to z pamięci.
I umrę uśmiechnięty od ucha do ucha!!!
Podziel się
oceń
0
0

Coś trzeba ze sobą zrobić!

piątek, 17 kwietnia 2009 9:22
   Bo już po obowiązkowych westchnieniach nad cudzym nieszczęściem.
Może do Zabrza na"Dezertera"sobie dziś skiknę?
Jedzie kilku kumpli,to dlaczego nie?
Jest i argument przeciw:koncert bez choćby kropelki piwa?!
Toż to nie po bożemu!!!
Siem jeszcze zastanowiem...
A w ogóle,to błogo,leniwie i na domiar złego nie mam się o co i do kogo przyczepić.
No zgroza!
Widział ktoś podobne porządki?!!
Na szczęście-będę jutro"żył życiem towarzyskim",jak to śpiewa w jednej ze swych piosenek pewien upiorny grafoman,czyli niejaki Szymon Wydra.
A że będzie to wielkie otwarcie cyklu imprez plenerowych i ekipka będzie spora,to na bank znajdzie się powód,żeby się z kimś pokłócić!
Jak ja to lubię!!!
:-D

PS.Powyższy wyszczerz miał zakończyć moje dzisiejsze wypociny,ale jednak nie!
Bo właśnie wróciłem od lekarza.
Wczoraj wieczorkiem moja osobista pompa dała znać o swoim istnieniu,krztusząc się nieco,plując i parskając.Ponieważ nie przepadam za efektami takich zaburzeń,wybrałem sie dziś rano"do doktórki po jakieś pastylki",jak mawiał swego czasu mój jeden  znajomek.
Jak sie okazało,moja"doktórka"jest na urlopie i zostałem przyjęty przez inną,której nigdy wcześniej na oczy nie widziałem.Zbadała,na ile mogę to ocenić,uczciwie,EKG zarządziła,a potem posadziła przed sobą i zaczęła wywód pt."Pańska choroba,czyli co panu jest".
"Co mi jest",to ja akurat od dobrych paru lat doskonale wiem! Także dzisiejszą diagnozę przewidzieć mi się udało,bo nie trzeba medycyny kończyć,żeby wykoncypować związek pomiędzy łagodnymi,aczkolwiek nieprzyjemnymi zaburzeniami pompki,a anginą,antybiotykami i ogólnym osłabieniem! Tyle tylko,że pani"doktórka"wpadła w lekki trans i zaczęła mi wykładać teorię na poziomie nieogarnialnym przez normalnego człowieka.Nie jestem najgłupszym człowiekiem i zdarzyło mi się słyszeć w życiu zwroty bardziej skomplikowane,niż:"cho no","dziabniem jednego?",czy"o k...a,ale dupa!"i nawet je rozumiałem,ale ten dzisiejszy wykład był dla mnie bełkotem!
No to grzecznie"doktórce"przerwałem.Obraziła się,i zaczęła mnie opieprzać,że nie chcę słuchać mądrzejszych od siebie,co już mnie uruchomiło,a że jeszcze miała czelność przejść na"ty",no to sie odwinąłem!
Chamski nie byłem,ale wyjaśniłem jej bardzo lodowato i przez zęby,że nazwę choroby znam,a procesy fizjologiczno-chemiczno-cholera-wie-jakie,które do niej doprowadziły wiszą mi zgniłym kalafiorem i do niczego nie są mi potrzebne! Ja mam wiedzieć,co mi może zaszkodzić,co wyjść na zdrowie,na jakie objawy zwracać uwagę i co i kiedy zażywać!
Po jakiego grzyba wciska mi się teorię,bez której doskonale się obywam?! Toż wiadomo na 100%,że kiedyś na to,czy na tamto będę się musiał definitywnie wyprostować i co mi to da,że zdychając będę nie tylko wiedział na co,ale i co mi się wtedy w środku dzieje?!!
Dziać się przecież będzie tak,czy siak i moje uświadomienie w niczym tu nie pomoże!
No nie małpa?!!
Podziel się
oceń
0
0

Czy ja aby nie powinienem się obrazić?!

poniedziałek, 23 marca 2009 16:49
   Na te jakieś takie sugestie i aluzyjki,że skacowany niby jestem...
Jeszcze ze mnie moczymordę na moim własnym blogu będą  robić! No widział to kto?!
Ale prawie trafiłyście,złośliwe paskudy!
Bo cierpiałem wczoraj,oj cierpiałem.
Nie przeczę.
Ale z kacem nie miało to nic wspólnego!!! Ordynarnie i bezczelnie,od wczorajszego ranka łupał mnie ząb i to w sposób,który spowodował chodzenie po ścianach,a w większych paroksyzmach bólu,to i na sufit się wbiegało!
Już samo to mogło rozwścieczyć,a żeby było śmieszniej,to oczywiście nie przewidziałem takiej atrakcji i zostałem o siedmiu zaledwie złociszach,co uniemożliwiło mi jakąkolwiek natychmiastową reakcję!
I dopiero dzisiaj moje cierpienia zostały złagodzone.
A ząb uratowany,żeby już do końca być dokładnym.
I tyle!

   A z innej beczki,to w sobotę przekonałem się po raz kolejny,że życie bywa bardzo zabawne.
Bo na tej sobotniej imprezie opowiedziano mi niedawny epizod z życia dawno niewidzianych znajomych i ubawiłem się po pachy.
Sprzedam go Wam,bo czemu mam komuś odrobiny śmiechu żałować:

   Rzecz dotyczy niejakiego Rodneya,punkrokowca z naszej starej załogi,który ożenił się był trzy miasta dalej i z powodu odległości nieco odbił od starych kumpli.Czasem wpadał na koncercik,czy małą wódeczkę,ale generalnie było o nim cicho od piętnastu lat.
Do zeszłego tygodnia!
Wtedy to,wyszedł sobie Rodney rano do pracy,dojechał i dowiedział się,że jakaś kopara uszkodziła zasilanie w jego zakładzie i mają dzień przymusowego postoju.Ucieszył się,wsiadł w auto,wrócił do domu,wszedł i zdrętwiał!
Bo żona nadal znajdowała się tam gdzie ją zostawił wychodząc,czyli w małżeńskim łożu,z tą tylko różnicą,że na żonie znajdowała się niespodzianka w postaci jakiegoś pana,usilnie pracującego nad zacieśnianiem więzi międzyludzkich z panią Rodneyową!
Każdy by się zdziwił,nie tylko Rodney!!!
Reakcja Rodneya była krótka,zdecydowana i piorunująca,bo po chwili osłupienia przeszedł on w stan nadaktywności:zdjął typa z żony i obił ryja dokumentnie,a pamiętając z dawnych lat oblicza paru skinheadów,którzy mieli czelność stanąć nam na drodze zaświadczam,że przywalić potrafi! Ponieważ rzecz była dość,że się tak wyrażę,"obfita w akustykę",działania wychowawcze przerwała mu policja,która przybyła,wkroczyła,ekscesom położyła kres i zabrała obu adwersarzy na komendę.
Tam zostali przesłuchani,sporządzono protokół,a potem bezczelny gach zażądał obdukcji i złożył wniosek o ściganie.Policja coś tam jeszcze podziałała,po czym spławiła kolesia,a Rodney jeszcze musiał"pomielić się nieco"w trybach sprawiedliwości.
Po zmieleniu wypuszczono go również,bo uspokoił się szybko,a że dzielnicowy wyśpiewał o nim bez mała hymn pochwalny,to ograniczono się do pouczenia żeby nie rozrabiał.Podziękował,zszedł do dyżurki i gdy czekał na wyjście...minęła go JEGO ŻONA W KAJDANKACH,w towarzystwie uchachanych policjantów i skwaszonego gacha!
Cyrk zrobił się jeszcze większy gdy żona ujrzała Rodneya,bo runęła na kolana,wykrzykując jakieś prośby o wybaczenie i generując wielką skruchę.Rodney stał z opadniętą żuchwą nic nie kumając,a gliniarze turlali się po podłodze ze śmiechu!
Jak się okazało,gach po wypuszczeniu z komendy popędził natychmiast do pani Rodneyowej,informując ją,że złożył wniosek o ukaranie napastnika i że"on go załatwi"! I tu kolejny"siurprajs":pani Rodneyowa wezbrała pogardą,po czym zrobiła gachowi nieziemską awanturę,zarzucając mu brak honoru,godności i w ogóle jaj.
Jakby bez sensu,bo o ich istnieniu mogła się...hmm...namacalnie przekonać parę godzin wcześniej,ale weź i babę zrozum!!!
Po czym-uwaga!-SPUŚCIŁA GACHOWI MANTO!!!
Przybyli policjanci,notabene ci sami co przed trzema godzinami i odebrali rozjuszonej harpii obijane i nieludzko zelżone w swej męskiej godności resztki kochanka,po czym przewieźli całe towarzystwo na komendę,gdzie Rodneyowa eksplodowała opisaną wcześniej erupcją ekspiacji.
Daję słowo,że nic nie zmyśliłem!
Choć obiektywnie przyznam,że można mieć wątpliwości.
A to jeszcze nie koniec!
Bo stan na dziś jest taki,że gach wycofał żądanie ścigania Rodneya i nie wniósł takowego w stosunku do jego żony,a Rodney wraz z żoną sprzątają swój związek,choć jeszcze nie wiadomo czy im się to uda.Ale jak znam Rodneyową,to myślę że tak,bo podobno strzyka pokorą i skruchą a to w powiązaniu z jej nieziemskim-przyznaję-seksapilem każdego chłopa w końcu przekona!
Życzę im tego,bo ich lubię,a masaż przepony,jaki dzięki nim miałem w sobotę nastawia mnie do nich życzliwie!



Podziel się
oceń
0
0

Szlag mnie trafi któregoś pięknego dnia!

środa, 11 marca 2009 10:16
   Niby Ameryki nie odkryłem.
Bo każdy kiedyś się wyprostuje.
Mam oczywiście na myśli wyprostowanie definitywne.
Co najwyżej dzień może być niepiękny!
Bo poza tym,to wszystko się zgadza.
Ale dlaczego tzw."pieprzona codzienność"robi wszystko,żeby ten przykry fakt nastąpił jak najszybciej?!
A konkretnie:
Idę ja sobie dziś rano przez główny szlak handlowy mego miasta,a na balkonie jednego z domów przy owym trakcie stojących,jedna pani robiła-jak się później okazało-porządki.
Chwali się kobiecie,nie można powiedzieć!
Tylko dlaczego,do ciężkiej cholery,to bezmyślne krówsko ustawiło część śmieci na balustradzie balkonu?
I dlaczego nie uważało kręcąc dupskiem po balkonie?!
I WRESZCIE,DLACZEGO MUSIAŁO ZRZUCIĆ PUSZKĘ STAREGO LAKIERU PROSTO NA MOJE LEWE RAMIĘ?!!
Oczywiście wieczko odskoczyło,kurtka i spodnie do wyrzucenia,pysk zachlapany,a ta głupia ci...,a ta urocza kobieta wali rozbrajającym okrzykiem:"oj,nic sie panu nie stało?!"
Podziwiam sam siebie!
Że nie zabiłem babiszona!!!
Bo chciałem!
Ale zajęty byłem walką o lewe oko,bo po łbie w jego kierunku ciekło dorodnie!
Owszem-nie wstydzę sie:bluznąłem co nieco,bo każdy by nie wytrzymał!
A potem pognałem do chaty zmyć to gówno z siebie.
A jutro pójdę do sklepu,kupię kurtkę i portki,a z rachunkami zapukam do małpy tego samego dnia.
I niech ją Bozia ma w opiece,jeżeli coś głupiego jej do łba strzeli!!!



Podziel się
oceń
0
0

Cholera!!!

poniedziałek, 09 marca 2009 16:48
   Pięć minut temu się dowiedziałem:
Kumplowi w sobotę urodziła się wnusia!
Czekał rozradowany jak cholera!
W najbliższą sobotę będę się z nim widział.
I jak gadać z człowiekiem?!
Czy ktoś może mi coś sensownego doradzić?!!
Bo od  kumpeli,która pracuje jako położna wiem,że dziecko śliczne i zdrowe!
Tylko bez stópek!!!
No jak ja mam gadać?!!
Gratulować?!!
Toż to zabrzmi jak niezamierzone,ale jednak okrutne szyderstwo!!!
Do dupy z tym wszystkim...
Podziel się
oceń
0
0

Ciąg dalszy nadrabiania zaległości.

sobota, 07 marca 2009 17:20
   Bo czemu ma mnie później"Poziomka"niedotrzymywaniem słowa w oczy kłuć?!
A kłuje!

   Napomknąłem swego czasu o dość dziwacznych okolicznościach rzucenia przeze mnie papierochów.Dziwacznych,ale stuprocentowo skutecznych.Jeżeli ich nie upowszechniłem,to nie dlatego,że miałem zamiar egoistycznie ukryć skuteczną metodę walki z nałogiem,ale dlatego,że ze względu na swój wybitnie indywidualny charakter,moja metoda nie nadaje się do powszechnego zastosowania.Ale skoro obiecałem,to proszę:
   Paliłem od szkoły średniej,a gdzieś tak w okolicach trzydziestych urodzin zacząłem próby pozbycia się nałogu.Ale gdzie tam! Udawało mi się wytrwać najwyżej 3 tygodnie,po czym...wiadomo:powrót do zadymionej codzienności! I tak latka leciały,aż pod koniec 2002 roku zaprosili mnie na Sylwestra przyjaciele.
   Zaproszenie przyjąłem z entuzjazmem,bo z tymi ludźmi uwielbiam się bawić,na imprezę przybyłem w szampańskim humorze,wjechałem na chatę,rozebrałem się,wszedłem na salony i natychmiast trafił mnie dziki szlag:
Wśród obecnych już gości siedział ON! Człowiek,którego nienawidzę do tego stopnia,że życzę mu szczerze i oficjalnie wszystkiego najgorszego z zejściem w boleściach włącznie i nie zamierzam się przejmować tym,co o mojej zajadłości ludzie powiedzą!
I akurat okazało się,że poznał moich przyjaciół jakiś czas wcześniej,a że zrobił dobre wrażenie,to go zaprosili.
Wrrrrr!
Przywitałem sie ozięble,po czym wywlokłem gospodarza na małe gadu-gadu w cztery oczy,naświetliłem problem i udało mi się załatwić maksymalne rozsadzenie z pajacem,tudzież obietnicę,że w razie czego będzie mi go usuwał z drogi.Bo dowcip polegał na tym,że mój"pupilek"nie miał i zresztą nie ma do dziś pojęcia,że budzi we mnie takie uczucia.
A na dodatek,na swój popieprzony sposób mnie lubi!
Wiem,wiem:brzmi głupio,ale co ja na to poradzę?!
Tak po prostu jest i już!!!
No i jakoś to poszło:ludzi było ok.trzydziestu,więc nie było problemem nie spotkać się z kimś,kogo się spotkać nie chciało.Było fajnie,ale około dwudziestej trzeciej usiadłem w kilkuosobowym kółeczku i zaczęliśmy rozmówkę o rzucaniu palenia,bo dwie kumpele właśnie się do niego przymierzały.Wymienialiśmy poglądy,aż nagle za mną,a właściwie nad moją głową zabrzmiało gromkie,wypowiedziane dziwnie znajomym głosem:
Ale ty,Mariusz,to nie masz szans na rzucenie palenia,bo chyba masz za słabą wolę!
Powiedzieć coś takiego publicznie?!
Przy ludziach?!!
Polakowi?!!!
Wypitemu w dodatku?!!!!
I to KTO?!!!!!
O żesz,kurwa twoja mać!!!!!!!!!!
Podniosło mnie momentalnie,gospodarza również,bo mnie zna,ale że był to dzień w założeniach radosny,to powściągnąłem to,co jako pierwsze przez łeb mi przeleciało i zagrzmiałem,zanim zdążyłem pomyśleć:
No to o co się założymy,że o północy rzucam palenie i nikt mnie już nigdy z petem nie zobaczy?!!
Momentalnie padła odpowiedź,że o patola,przyjąłem,uścisnałem prawicę(tfu,bueeee),przecięto,przyklepano i zaczęto mi współczuć.
Bo już wówczas byłem rencistą i wszyscy wiedzieli co to oznacza.
Niepalenie po północy było małym pryszczem.Nadszedł jednak ranek,kiedy wstałem,zrobiłem kawę,wyciągnąłem łapę po fajki i...
No właśnie:I CO TERAZ?!!
Gdyby to było z każdym innym człowiekiem,to odżałowałbym tego"tauzena",ale TEMU gamoniowi?!
NEVER!!!
Mordowałem się strasznie,ale upadałem na duchu,bo 19 stycznia urządzałem imieniny,a wiadomo-alkohol z papieroskiem to się raczej lubią.Feralny dzień nadszedł,imieniny się odbyły i...wytrzymałem! I powiedziałem sobie głośno i wyraźnie:tego,to już kolego nie spieprzysz! A po pół roku,bo tak mówiły warunki zakładu,zainkasowałem tysiaka!
Nie zrekompensował mi tej upiornej walki z samym sobą nawet w 1 procencie,ale satysfakcja była nieludzka! Stłumiła nawet przerażenie,wynikające z faktu,że w trzy miechy skoczyło mi 15 kilogramów!
I bezpowrotnie,ze smukłego drągala zrobiłem się po prostu duży!
Ale co tam! Na każde piętro wbiegam bez zadyszki,pompa zyskała nieco luzu,co w sytuacji sporych z nią problemów jest korzyścią nieocenioną,a na dodatek do dziś nie muszę nosić przy sobie"Viagry"!
A co niektórzy koledzy już tak!!!
Podziel się
oceń
0
0

Pech!

środa, 04 marca 2009 15:31
   Obiektywnie rzecz biorąc bardzo błahy,ale jednak pech!
Rozwinę"temata",bo niby czemu mam zawsze z grubej rury walić i o ważnych jeno sprawach pisać?!
Tym razem o pierdółkach będzie.
W sobotę robimy imprezkę i wczoraj odbyło się losowanie,które wygrałem.
I nie mam się z czego cieszyć,bo ta wygrana to porażka jest niestety:
Wygrałem bycie trzeźwym i robienie do rana za kierowcę!
Bo tak to już w naszej załodze jest,że wszystko jest zorganizowane na 100%.
Również ochlaje!
A jak sięgnę pamięcią w nasze alkoholowe kombatanctwo,to zaryzykuję twierdzenie,że ochlaje PRZEDE WSZYSTKIM organizowane były perfekcyjnie!
Pozostałe dziedziny życia traktowaliśmy nieco lżej.
Najwyżej na 90%.
Ech,łza się w oku kręci jak się to i owo przypomni,a i od śmiechu przepona boli!
Bo nie da się ukryć,że nadziało się przez te lata,oj nadziało!!!
Niby nie powinienem narzekać,bo przez ostatnie dwa lata fucha kierowcy mnie omijała,a taki"Afrodyzjak"robił w tym czasie za dyżurnego bodajże 5 razy,ale nie przepadam za tym.Tak się bowiem składa,że gdy człowiek obserwuje NA TRZEŹWO swych WYPITYCH znajomych,choćby i najlepszych,to różniąc się od nich stanem świadomości,po pewnym czasie zadaje sobie pytanie:
O matko i córko!!! Z KIM JA SIĘ ZADAJĘ?!!
Bo to co wódka robi z ludzi,jest strawne wyłącznie wtedy,gdy wszyscy"robią się"w tym samym tempie i czasie!
Instytucja"karniaka"dla spóźnialskich nie na darmo została wynaleziona!!!
Ale przeżyłem dwadzieścia cztery lata socjalizmu,to przeżyję i to!
I wybaczę im ewentualne wybryki!
Bo kocham tych wariatów i wariatki,a oni kochają mnie!
Taką przynajmniej mam nadzieję!!!


Podziel się
oceń
0
0

Dziś kłócił się nie bedę.

poniedziałek, 26 stycznia 2009 13:53
   Bo wdawanie się akurat dziś w pyskówki,byłoby z mojej strony niesmaczne.
Od dokładnie dwóch lat nie żyje moja MAMA.
I wszystko na dziś.
Podziel się
oceń
0
0

Zdjęcia w galeriach.


niedziela, 21 stycznia 2018

Licznik odwiedzin:  56 336  

O mnie

Facet
Wiek średni
Duch młody
Brak wiary w człowieka.
A w kobietę,to już doprawdy szkoda słów!
Źle mi z tym!!
Ale nadal kołaczą się we mnie rozpaczliwie resztki nadziei na coś dobrego!!!

O moim bloogu

Co mi się we łbie kłębi,kiedy muszę się użerać z codziennością. Mój pogląd na świat. Moje widzenie ludzi. I odpowiedź na pytanie:dlaczego generalnie mam to wszystko w dupie?!

Kalendarz

« styczeń »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
293031    

Statystyki

Odwiedziny: 56336
Wpisy
  • liczba: 363
  • komentarze: 2847
Bloog istnieje od: 3481 dni

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl