Nie było mnie dni parę,bo miałem megachandrę i nie miałem ochoty na żadne kontakty ze światem.
Chciałem być sam.
Bywa.
Wolno mi.
Wczoraj musiałem iść do kina,bo bilety już dawno odebrane i opłacone,więc byłoby grzechem je zmarnować.
Biedaków nie stać na wyrzucanie nawet grosza w błoto,a co dopiero 27 złociszy!
Poszedłem,obejrzałem,nie żałowałem
Ale recenzja za chwilę.
Na początek coś,co ostatnio działa na mnie jak płachta na byka.
Pytanie:
Kiedy wreszcie przestanę być atakowany ze wszystkich stron nowiną,że jednej takiej w miarę znanej Curuś,urodził się synuś?!
Bądźmy szczerzy-gówno mnie obchodzi,że komuś tam się urodziło,bo nie jest to żadne wielkie halo! WSZYSCY kiedyś tam się urodzili i świat z tego powodu nie stanął w miejscu! Ale nie-nasze media muszą katować wszystkich komunikatami z frontu ciążowo-porodowego wśród pieprzonych celebrytów,bo...No właśnie-BO CO?!
Przed kilkoma miesiącami człowiek rzygał na wieść,że Chocipek w ciąży ma takie,a nie inne smaki,że Chocipek przytyła,że Chocipek kupiła becik w sraczko-buraczkowym kolorze,że Chocipek to,tamto,sramto!
Teraz zaś ta!
Bo co?
Bo znaną z gęby i niespecjalnie powalającego talentu aktorskiego panienkę,puknął taki sobie aktorzyna z Hollywood?
Nie bulwersuje mnie.
A tu teraz strach wodę spuścić w toalecie,albo lodówkę otworzyć...
Bo człowiek się boi,że wraz z szumem wody usłyszy coś z życia Zosi od"Pana Tadeusza".
Tu dygresja:
Nawiasem mówiąc,to ten"Pan Tadeusz"coraz słabiej wytrzymuje próbę czasu.
W szkole nie znosiłem Mickiewicza szczerze,od czasu,kiedy pokłóciłem się z polonistką co do interpretacji"Liryków lozańskich",o których miałem inne zdanie niż śliniący się nad nimi z zachwytu autor podręcznika.Moje szczęście,że mówiłem szczerze i potrafiłem uzasadnić dlaczego mnie wykręca podczas czytania,jak to autorowi"...Polały się łzy czyste,rzęsiste...".Dostałem czwórę,a polonistka od tego czasu traktowała mnie inaczej i lepiej niż innych,co z perspektywy czasu doceniam i wspominam ją jak najlepiej.Ale co podczas tej kłótni przeżyłem,to moje.
I te obowiązkowe zachwyty,nad będącym rzekomo"kwintesencją polskiego charakteru"bohaterem romantycznym.Te"ochy"i"achy",jakie to piekne,wzniosłe i słuszne! No to ja bardzo przepraszam-nie ujmując Mickiewiczowi talentu poetyckiego i biegłości w posługiwaniu się słowem,NIE PODZIELAM odgórnie narzuconych zachwytów nad bohaterem romantycznym,bo cóż takiego reprezentuje sobą ten bohater? A raczej"bohater"! Łazi toto w poszukiwaniu kogoś,kto zechce wysłuchać jego gadania,a gdy już znajdzie słuchacza-najczęściej dziwoląga w postaci pustelnika,czy kogoś takiego-to ślimta mu w rękaw i użala się nad sobą i Ojczyzną Umiłowaną.Nad sobą,bo ta jakaś"Ona"go nie kocha,więc jest nieszczęśliwy,a nad Ojczyzną,bo zniewolona i okupowana.I oczywiście buńczucznie ogłasza wszem i wobec,czego to on by dla tej Ojczyzny nie dokonał,gdyby tylko mu się chciało,ale akurat mu się nie chce,bo przecież ta jedyna"Ona"go nie kocha,więc chciałby z braku tej miłości zginąć za Ojczyznę,ale mu sie nie chce,bo"Ona"go nie...
I tak dookoła Wojtek.
Efekt jest taki,że Ojczyznę jak okupowali,tak okupują,bohater ciurkiem jęczy i idzie w metafizykę i mistycyzm,a rzeczona"Ona"nadal ma to wszystko w dupie i wychodzi za innego!
No faktycznie-fantastyczna kwintesencja Polskości!
Do dzisiaj nam tylko to jęczenie i narzekanie pozostało.
Przeżył się już ten Mickiewicz i tyle.
Ale miało być o kinie.
No to wracamy:
Byłem na"Awatarze".
Największy ekran w kinie trójwymiarowym jest w Katowicach,więc miałem idealnie.Byłem,zobaczyłem i wizualnie-"o ja cież pierniczesz"!
Żuchwa opada,bo efekty i wyobraźnia scenografów i grafików poooszła,jak te konie po betonie!
Wali z nóg!
Treściowo,to film powinien nosić tytuł"Tańczący z wilkami 2",bo scenariusz"toczka w toczkę"zerżnięty z tamtego! Jedyna różnica,to czas i miejsce akcji,a poza tym-to samo.
Akcja przewidywalna do bólu-film leciał,a jak coś tam się działo,czy pokazywało,to przerzucaliśmy się z bratem uwagami w stylu:"acha-to jak on to tak i siak,to potem pewnie okaże się,że tak i śmak".
I WSZYSTKO nam się zgodziło!
Ale jedna zasadnicza uwaga:
W NICZYM TO NIE PRZESZKADZA!
ŻE PRZEWIDYWALNE!!
ŻE BYŁO JUŻ GDZIE INDZIEJ!!!
Kapitalna bajka,pozwalająca się oderwać od pieprzonej codzienności i uciec w świat pamiętany fragmentarycznie z dziecięcych marzeń i fantazji.
Prawie 3 godziny mijają jak z bicza strzelił,a mnie prawie minęła chandra i tylko jednej rzeczy jest mi żal:
Żałuję,że nie mam ponad trzech metrów wzrostu,nie jestem niebieski i,niestety,nie wyrósł mi ogon!!!
Wiecie jaka szkoda?...
Chciałbym!
komentarze (3) | dodaj komentarz